45. NAMASTE…

NAMASTE dziecko

Cyt.z wiki…

Namasté lub Namaskar (Hindi: नमस्ते) jest tradycyjnym indyjskim przywitaniem, pozdrowieniem.

Dosłownie tłumaczone znaczy „Pokłon tobie„.

Wypowiadaniu tego pozdrowienia często towarzyszy andźali – gest półukłonu ze złożonymi rękoma na wysokości serca (uważanego w Indiach za siedzibę boskości w człowieku) i palcami wskazującymi do góry.

Gest można także wykonać nie odzywając się – ma takie samo znaczenie jak samo wypowiedzenie słów pozdrowienia

Pokłon Tobie … Kłaniam się Tobie – a więc okazuję Tobie szacunek...

SZACUN Puchatek

„..Najgłębszą treścią szacunku jest ochrona uczuć, ponieważ stwarza klimat akceptacji i zachęty, w którym każdy może się zdrowo rozwijać, wydobywając i kształtując swoje najlepsze cechy…
Zawsze warto zapytać się samego siebie :
– czy moje słowa lub zachowanie  nie zraniły uczuć innej osoby ?..”
Stanisław Brzozowski, w „Płomieniach” napisał:
„..Kto w czymkolwiek poniża własne ja, jest nieuczciwy, gdyż robi innym to, czym sam w sobie gardzi.
Kto się dla innych upokarza, poniża innych, lekceważy ich, pogardza nimi, dając im z siebie nie to, w czym siebie szanuje...”
SZACUN POKŁON
Prawdziwą wartość ma jedynie szacunek wroga…
Zdrada to cios, którego nie oczekujesz.
Jeśli poznasz dobrze swoje serce, to nigdy ci takiego ciosu [ nikt ] nie zada..
Będziesz bowiem znał jego najtajniejsze marzenia i jego tęsknoty, i będziesz je szanował.
Nikt nie może uciec przed własnym sercem.
Dlatego już lepiej słuchać, co ono mówi. Aby żaden niespodziewany cios nigdy Cię nie dosięgnął…”
(Paolo Coelho)
SZACUN Ofiarow. serca
W relacjach międzyludzkich brakuje wzajemnego szacunku…
W naszym codziennym życiu, w relacjach z najbliższymi, ale także zupełnie nam nie znanymi  osobami, zupełnie zapominamy o wzajemnym szanowaniu siebie i innych….
Jeśli my nie okazujemy innym szacunku – inni to wyczuwają  i odwzajemniają się nam w podobny sposób… (jesteśmy wszak Jednością… 😀 )
W konsekwencji,  czujemy się sfrustrowani i….odpowiadamy tym samym – napędzając to ‚błędne koło’, w którego efekcie powstają nieustanne między nami konflikty…
Jednym z głównych powodów tych konfliktów  jest problem nadmiernego i powszechnego krytycyzmu… oraz  niezrozumienia a brak szacunku,  powoduje ogromne zamieszanie w naszych emocjach oraz osądach zachowania i wypowiedzi innych osób… Ten zaburzony osąd w istotny sposób przeszkadza w budowaniu – nie tylko własnego, ale również innych osób – pozytywnego wizerunku i  jest powodem problemów w relacjach z innymi ludźmi. Taki stan rzeczy może utrzymywać się w naszej przestrzeni i powodować wiele rozczarowań i frustracji.., a stąd tylko krok do  depresji, nerwic a nawet  uzależnień…
O tym m.in. mówi też Prawo Tolerancji i Zrozumienia…
„…Ocena może także zaburzyć naszą pracę (także pracę nad sobą), wtedy kiedy nie rozumiemy jej celu, bądź sensu naszych doświadczeń..
Ocena skutecznie hamuje proces poznania siebie – oczyszczenia zawartości podświadomości – bagażu doświadczeń dobra i zła z poprzednich wcieleń, przez co człowiek posiada tylko jednowymiarowe wyobrażenie siebie jako osobowości..”

https://margo0307.wordpress.com/2013/06/

W wielu związkach to właśnie szacunek jest tym brakującym „puzzlem”, stąd tyle nieporozumień, które nakręcają „błędne koło”: jeśli ty nie okazujesz mu szacunku, on czuje się niekochany i reaguje w sposób, który ty możesz odebrać jako brak miłości, w konsekwencji czego ty reagujesz w sposób, który on może odebrać jako brak szacunku. Koło się zamyka, konflikty powtarzają się, oboje czujecie się sfrustrowani. I od nowa? Tymczasem prawda, która głosi, że szacunek życiowej wybranki znaczy dla mężczyzny bardzo dużo, czasem nawet więcej, niż jej uczucie, wystarczy, by w prosty sposób pozbyć się wielu kłopotów i nieporozumień.Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/uczucia/news-szacunek-brakujacy-element-ukladanki,nId,406727?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Dlatego też niezależnie od tego jak wygląda nasza obecna sytuacja życiowa i rodzinna warto zatrzymać się na chwilę i zastanowić nad własnymi odczuciami, myślami i odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie:
– co jest przyczyną, że takie lub inne wypowiedzi osób mnie drażnią i powodują u mnie frustrację ?
Odzyskując szacunek dla samego siebie  powodujemy, że osoby z którymi wchodzimy w relacje  mają również szansę na odzyskanie szacunku dla siebie samych oraz dla nas…
Przeciwieństwem szacunku jest – cynizm, który w słowniku wiki tłumaczony jest jako…
Zawsze i wszędzie, w każdej sytuacji mamy wybór
WYBÓR DROGI
Prawo Konieczności rozwoju przypomina nam:
„..Im więcej wiesz i lepiej rozumiesz siebie, tym więcej możesz zdziałać.
Podnosi się poprzeczka wymagań jakie są stawiane człowiekowi – doświadczenia są coraz trudniejsze…”https://margo0307.wordpress.com/2013/06/
NAMASTE OMNamaste nam wszystkim…
W wielu związkach to właśnie szacunek jest tym brakującym „puzzlem”, stąd tyle nieporozumień, które nakręcają „błędne koło”: jeśli ty nie okazujesz mu szacunku, on czuje się niekochany i reaguje w sposób, który ty możesz odebrać jako brak miłości, w konsekwencji czego ty reagujesz w sposób, który on może odebrać jako brak szacunku. Koło się zamyka, konflikty powtarzają się, oboje czujecie się sfrustrowani. I od nowa? Tymczasem prawda, która głosi, że szacunek życiowej wybranki znaczy dla mężczyzny bardzo dużo, czasem nawet więcej, niż jej uczucie, wystarczy, by w prosty sposób pozbyć się wielu kłopotów i nieporozumień.Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/uczucia/news-szacunek-brakujacy-element-ukladanki,nId,406727?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
W wielu związkach to właśnie szacunek jest tym brakującym „puzzlem”, stąd tyle nieporozumień, które nakręcają „błędne koło”: jeśli ty nie okazujesz mu szacunku, on czuje się niekochany i reaguje w sposób, który ty możesz odebrać jako brak miłości, w konsekwencji czego ty reagujesz w sposób, który on może odebrać jako brak szacunku. Koło się zamyka, konflikty powtarzają się, oboje czujecie się sfrustrowani. I od nowa? Tymczasem prawda, która głosi, że szacunek życiowej wybranki znaczy dla mężczyzny bardzo dużo, czasem nawet więcej, niż jej uczucie, wystarczy, by w prosty sposób pozbyć się wielu kłopotów i nieporozumień.Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/uczucia/news-szacunek-brakujacy-element-ukladanki,nId,406727?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Advertisements

7 thoughts on “45. NAMASTE…

  1. Poniżej wklejam filmik z ćwiczeniami yogi dla zmęczonych oczu 🙂
    Zapewniam, że jest to wspaniały i odprężający relaks…

    Troszkę przeinaczyłam słowa z filmiku 😉 traktując je jako afirmację:

    Raduję się każdą chwilą dnia 🙂
    Pozdrawiam wszelkie wyzwania 🙂
    Życzę wszystkiego dobrego istotom, z którymi będę mieć dzisiaj do czynienia 🙂

    Lubię to

  2. Margo kochana, dziś przeczytałam na nowo Twój wpis u mnie:
    http://tonalinagual.blogspot.com/2013/07/kosmiczny-koowrotek-i-symbole-nie-tylko.html?showComment=1373449950516#c4877152671360329987

    „OMEGA – (OM- sylaba, mantra oznaczająca ciągłość, pomnażanie EGO – cząstki) -miłość własna -kocha siebie samego, pomnaża siebie…””

    Czy to możliwe, że ciągłe mantrowanie OM służy wzmacnianiu ego? Czy po prostu pomnażaniu…. czegoś? Zgodnie z osobistą (intencją czyli ego :-))

    „Poniżej symbolu ósemki (na wysokości organu węchu) są postaci Chrystusa i Marii.
    Zapach to prawo hierarchii. Znak, że Ci dwoje przywrócą hierarchię znaczeń, zdarzeń i ludzi.
    Jezus jednym gestem … odżegnuje się od przeszłości, rozlicza hierarchię bogów.
    Rozumiem, co to znaczy.
    Nie nosi śladów męczeństwa jak na tysiącu innych obrazów. A cytrynowa poświata za nim oznacza, że pogodził się sam ze sobą poprzez wybaczenie.
    Każdy człowiek wchodząc w nowe – musi rozliczyć się z przeszłością (tego ciała i wszystkich poprzednich), ujawnić całą zawartość podświadomości. 😛

    Tak, to wcale nie jest łatwy proces, ale dzięki temu człowiek staje się „bez powodu” szczęśliwy i wolny. A na twarzy pojawia się „uśmiech buddy” bez względu na to, co się dzieje… wewnątrz i na zewnątrz…

    „Nagość postaci symbolizuje, że nie mają one nic do ukrycia… „

    Jasne… „naga prawda” 😉 Ale czy całkiem naga czy z listkiem figowym? 😉

    Lubię to

  3. Witaj Mama Tika 🙂
    Dzisiaj od rana nie miałam internetu, (jak się okazało – jakieś prace konserwacyjne operatora…) I właściwie, to dobrze, że nie miałam internetu, bo pewnikiem pod wpływem emocji mających swoje podłoże w moich dzisiejszych snach…, nie-snach… – napisała bym o rzeczach, o których może lepiej by było – nie pisać 😉
    Tak więc, na Twoje ostatnie pytanie: – czy z listkiem czy nie ?
    Zdecydowanie odpowiadam – z listkiem ! 😛 , chociaż wiem, że nie będzie żadnego listka, jak przyjdzie co do czego 😉 Prawda, jaka by nie była – objawi się nam z całą jaskrawością, bez względu na to, czy nam będzie się to podobało czy też nie…
    Mnie się dziś w nocy i nad ranem, bardzo nie podobało wiele rzeczy ale… zupełnie nie było to brane pod uwagę… Wszystko zostało ‚bezwstydnie’ odkryte…, nawet to, co bardzo chciałam ukryć 😉
    Nie mogę opisać moich dzisiejszych snów-nie snów, ponieważ są zbyt osobiste, a to co dziś przeżyłam… 😦 zupełnie nie nadaje się do rozpatrywania na ogólnym forum…, mogę co najwyżej powiedzieć, że… współczuję tym, którzy mają tajemnice…, takie głębokie tajemnice , że wydaje im się i mają nadzieję, że one nigdy i nigdzie nie wyjdą na jaw… Otóż tacy ludzie Mylą się 😦 i po dzisiejszej nocy – wiem to z całą pewnością 😉 …
    Opowiem Ci moją, dość przykrą przygodę…
    Mając 17 lat, paliłam już papierosy… 😦 Moi rodzice oczywiście byli temu bardzo przeciwni ale.. jak to nastolatka – niewiele sobie z tego robiłam…
    Pewnego razu, mojej mamy nie było w domu, a tato położył się na poobiednią drzemkę w pokoju na kanapie…
    Wyszłam przed drzwi wejściowe do domu, stanęłam na schodkach i przypaliłam papierosa… Był cichy, spokojny wieczór…
    W pewnym momencie, za plecami usłyszałam: – co robisz ?
    Przestraszyłam się i szybko wyrzuciłam papierosa, słysząc taty głos… i odpowiedziałam, że nic, stoję sobie…
    Tata zobaczył upadający żar na ziemię i zapytał, a właściwie stwierdził: – paliłaś papierosa ?!
    Na co odpowiedziałam, – nie, nie paliłam… I w tym momencie dostałam w papę z taką siłą, że o mało nie spadłam ze schodka…
    Ojciec, zapytał mnie czy wiem za co dostałam ?..;
    Odpowiedziałam z płaczem, że nie wiem…, więc dostałam następny raz w twarz…
    Powtórnie zapytał o to samo…, wówczas odpowiedziałam twierdząco…, wiem, że dostałam za to, że skłamałam… 😦 i to była prawidłowa odpowiedź 😉
    Od tego czasu, powzięłam postanowienie i powstał u mnie pewien zwyczaj…
    Nie kłamię !
    Jak nie chcę coś powiedzieć – wolę milczeć i nie odzywam się w ogóle… Tak, jakby w zamian, mam pewien dar… wiem, kiedy inni mnie okłamują 😉
    Po prostu to wiem !
    Dziś rano, kiedy się obudziłam, pierwszą moją myślą było: Tatuś dziękuję tobie 😀
    Zdałam sobie sprawę, że ojciec uchronił mnie w ten sposób od wielu, wielu balastów na plecach, które pewnikiem by mi teraz ciążyły, gdybym nie powzięła postanowienia o prawdomówności mając 17 lat… 😀

    Lubię to

    • Kochana Margo, to niesamowite, że napisałaś dziś o kłamstwach…

      „Nie kłamię !
      Jak nie chcę coś powiedzieć – wolę milczeć i nie odzywam się w ogóle… Tak, jakby w zamian, mam pewien dar… wiem, kiedy inni mnie okłamują
      Po prostu to wiem !”

      Masz szczęście 🙂 Ja to musiałam w jakiś sposób wypracować w sobie, ponieważ nawet, jak podjęłam kiedyś decyzję, że nie będę kłamać tak, jak inni (w dzieciństwie widziałam wiele takich sytuacji, a nawet czasem byłam zmuszana do kłamania), to i tak nadal podświadomie to robiłam… okłamując samą siebie… Najczęściej na przykład w tak zwanych „stresowych sytuacjach” (kiedy emocje się podkręcały). Nie będąc świadomą, że to, co na przykład o sobie lub o kimś myślałam (nawymyślałam) jest kłamstwem – iluzją, projekcją (wytworem umysłu – ego) wynikającą z przekonań podszytych strachem albo pożądaniem (pożądanie dotyczy wielu dziedzin życia), ocenami czy oczekiwaniami (w każdym razie chodzi o wzorce działania, których zostałam nauczona, a których nie byłam kiedyś świadoma).

      Prosty przykład „niewinnego kłamstwa”:
      Spóźniam się na spotkanie albo do pracy i już w drodze zaczynam się denerwować, że się spóźnię, więc zaczynam też czuć złość na siebie, więc zaczynam kombinować, co powiem, żeby wytłumaczyć się ze spóźnienia. Ego chodzi tylko o to, by dokonać przeniesienia odpowiedzialności gdzieś na zewnątrz. „Och, troszkę tylko się podkoloruję..” i wychodzi historia, w którą sama prawie zaczynam wierzyć… I teraz czuję złość na tych innych, którym przypisałam w swojej historii odpowiedzialność za moje spóźnienie. A gdy wpadam spóźniona, opowiadam tę zmyśloną historię tak, jakby była już oczywistą prawdą. Mało tego, sama prawie zaczynam w to wierzyć, że tak było… więc rzeczywistość dalej toczy się wchłaniając kłamstwo jako coś, co się naprawdę zdarzyło. „Iluzja”, która staje się rzeczywistością… taka historia.

      Bardziej udoskonalona wersja to taka, kiedy wszystko, co mówiłam było prawdą prócz tego, czego nie powiedziałam… mogłoby się tak nie zdarzyć, gdybym wyszła z domu trochę wcześniej albo… nie musiałabym obwiniać innych, gdybym nie bała się tego, że mogę po prostu się spóźnić. Wtedy nawet, jeśli ktoś lub coś byłoby powodem mojego spóźnienia, nie musiałabym się wściekać na tego ktosia czy cosia… Po prostu, spóźniłabym się.

      Ja byłam jako dziecko karana, kiedy się spóźniłam do domu po lekcjach albo gdy mówiłam prawdę, która była brana za kłamstwo. Nie dostawałam za „prawdziwe kłamstwa” jak na przykład Ty.

      Ale przecież nie ma przypadków. Czasem wystarczy jedno mocne uderzenie, byśmy sobie przypomnieli o tym, że nie chcemy kłamać, a czasem potrzebujemy długiego ciągu powtarzających się „delikatniejszych” sposobów przypominania sobie o tym, że kłamiemy. Tak „subtelnych czasami, że aż „trudnych do zauważenia”.

      „Niewinne kłamstwa”… „One nie robią przecież nikomu krzywdy”… prócz tego, że przede wszystkimrobimy tę krzywdę sobie samym. A potem stają się siecią kłamstw, których nie dostrzegamy…

      Ale udało mi się to uchwycić, zrozumieć i zmienić, ponieważ kiedyś podjęłam decyzję: koniec okłamywania siebie. Bo gdy okłamujemy siebie to i tak okłamujemy nieświadomie innych. No i wtedy zaczął się proces samopoznania… wcale nie taki łatwy. 😉

      I rzeczywiście z czasem zaczęłam też rozpoznawać, kiedy ludzie kłamią (choć wcale tego nie chciałam, jakoś samo przyszło :-)). A ludzie tego bardzo nie lubią i ich ego strasznie się tego boi, gdy ktoś widzi nasze kłamstwa. (Czarownice – wiedzmy, które wiedziały palono przecież na stosach). Więc tu przydaje się ów listek figowy – wtedy nie pokazujesz tego, że wiesz, kiedy inni kłamią 😉 Ale przychodzi taki moment, że i listek figowy opada 🙂

      „mogę co najwyżej powiedzieć, że… współczuję tym, którzy mają tajemnice…, takie głębokie tajemnice , że wydaje im się i mają nadzieję, że one nigdy i nigdzie nie wyjdą na jaw… „

      Nie wiem, co masz na myśli kochana Margo, mogę się jedynie domyślać. Dla mnie jednak to, że ukrywane czyjeś tajemnice wyjdą na jaw – nie jest najważniejsze, lecz to, żeby dostrzec wszystkie swoje tajemnice urywane przed samą sobą.

      „Prawda, jaka by nie była – objawi się nam z całą jaskrawością, bez względu na to, czy nam będzie się to podobało czy też nie…”

      Oczywiście. Prędzej czy później… zawsze wtedy, kiedy ma to nastąpić.

      Ja dziś miałam też „wejście w siebie” i zobaczyłam całą panoramę kłamstw, których nie jesteśmy świadomi, a których nie chcemy ujrzeć… i zobaczyłam, że w zasadzie to nie ma różnicy pomiędzy kłamstwami „nieświadomymi” i „świadomymi”. I dziś przyjęłam wszystkie kłamstwa innych jako… swoje własne kłamstwa (jestem tobą, a ty mną, więc łączę się z całością i innymi) i w ten sposób wybaczyłam sobie… w innych też. Zobaczymy, co to będzie dalej? ;-D

      „Każdy człowiek wchodząc w nowe – musi rozliczyć się z przeszłością (tego ciała i wszystkich poprzednich), ujawnić całą zawartość podświadomości.

      Otworzyć swoją Puszkę Pandory i „oswoić” wszystkie demony w niej ukryte? ;-D

      Lubię to

  4. Margo kochana, od dziś spokojnie będę cytować samą siebie… Właśnie znalazłam taki fragment podany przez Juliana Tuwima we wstępie do jednej z jego książek:

    „Chetnie cytuje samego siebie,” powiedzial kiedys Bernard Shaw, „dodaje to pieprzu i dowcipu temu, co mowie.”

    Sercowo Cię pozdrawiam

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s