50. Święto Dusz Przodków… Samhain…Halloween…

czarownice_ogien_kociol

Ostatni dzień października jest podobno starożytnym celtyckim świętem, obchodzonym jako “Koniec Lata”, Samhain, Halloween czy też wigilia Wszystkich Świętych… 

Na hasło Halloween wiele osób myśli o czarownicach…, czarownicach na miotle i to koniecznie z kotem…

miotla-czarownica

Dlaczego dzień 31 października miałby mieć związek z czarownicami i “końcem lata”, zwłaszcza że wrześniowa równonoc jesienna faktycznie kończy lato ponad miesiąc wcześniej ?

Według brytyjskiego historyka, Ronalda Huttona, święto Samhain celebruje zakończenie “jaśniejszej połowy” roku i początek “ciemniejszej”  i czasami jest uważane za celtycki Nowy Rok.

Powróćmy jednak na chwilkę jeszcze do czarownic…

Słowo “witch” (czarownica, wiedźma) pochodzi od staro-angielskiego słowa wicca, które jest rodzaju męskiego i oznacza “wizard” (czarnoksiężnik). Rodzajem żeńskim tego słowa było wicce, wymawiane “wɪtʃ”. To z kolei wywodzi się ze średnio-wysoko-niemieckiego słowa wicken – “bewitch” (rzucić czar, urok, zaczarować…), czy jeszcze starszego, staro-wysoko-niemieckiego słowa wīh oznaczającego “holy” (święty).

Dzisiaj – “Czarownica” to epitet określający każdą kobietę, która nie ma zamiaru być popychadłem dla każdego, komu zachce się podporządkować ją sobie lub… nią pomiatać

czarodziejka w jaskini

Idea istnienia czasów, kiedy człowiek był w bezpośrednim kontakcie z Istotami Niebieskimi, leży u podstaw wielu mitów o Złotym Wieku. Mity te opowiadają o czasie, kiedy “bogowie opuścili” ludzkość w rezultacie jakiegoś “wydarzenia” – “Upadku” – kiedy komunikacja została zerwana, a Istoty Niebieskie wycofały się w niebiosa.

Mity podają również, że pozostali na świecie pewni ludzie, którzy wciąż potrafili “wniebowstąpić” i komunikować się z bogami w imieniu plemienia czy rodziny. Dzięki nim zachowany został kontakt danej grupy z “duchowymi przewodnikami”. Zarówno wierzenia, jak i praktyki dzisiejszych szamanów są pozostałościami gruntownie zmodyfikowanych, czy wręcz zniekształconych i zdegenerowanych resztek tej archaicznej techniki rzeczywistej komunikacji pomiędzy niebem a ziemią. Wygląda na to, że ten typ szamanizmu narodził się w zachodniej Europie wraz z pojawieniem się człowieka Cro-Magnon, a mity były wielokrotnie przeredagowywane, spuścizną czego są liczne – rzekomo przywrócone do życia przez tę czy inną osobę – sekrety okultystyczne, z wiccą włącznie. Jeśli faktycznie tak jest, to prawdziwe “czarostwo” jest szamanizmem (druidyzmem), a nawet czymś więcej, jak się przekonamy.

Mircea Eliade pisze:

Jest jasne, że szamanizm w postaci, w jakiej obecnie jest znany, jest bladym odbiciem oryginalnego, jednolitego i spójnego systemu.

Jednym z powodów takiego przekonania jest fakt, że istnieje wiele lokalnych określeń na szamana, a tylko jedno na szamankę. Szamanizm, jak się wydaje, był uprzednio zajęciem kobiet.

W jednym z dialektów tatarskich słowo utygan – szamanka – oznacza także niedźwiedzia

szamanka

Magiczno-religijne znaczenie odurzenia w celu osiągnięcia ekstazy wywodzi się z Iranu. […] Jeśli chodzi o oryginalne szamańskie doznania […] narkotyki są tylko wulgarnym substytutem “czystego” transu. Używanie substancji odurzających jest nowością i wskazuje na upadek technik szamańskich. Odurzenie narkotykami stosuje się w celu zapewnienia imitacji stanu, którego szaman nie jest w stanie osiągnąć w inny sposób.

Religia Epoki Lodowcowej była tak satysfakcjonująca dla wszystkich ludzi na Ziemi, że utrzymała się w niezmienionym kształcie przez ponad 25 000 lat, jak potwierdzają dane historyczne i archeologiczne, kiedy to Szamanki – kobiety – zajmowały się ekstatycznymi wstąpieniami, przynoszącymi plemieniu korzyści, a później broniły plemienia przed negatywnymi wpływami.

SZAMANKA

Krótko mówiąc, wydaje się, że pogaństwo, a nawet druidyzm, był oryginalnym chrześcijaństwem, a oryginalnymi “Chrystusami” były kobiety.   Wielu badaczy często wskazuje na to, że chrześcijaństwo ma pogańskie korzenie.

Jasne, że tak, nawet w większym stopniu niż można by podejrzewać. Jeśli można polegać na badaniach, jakie przedstawiła pani Laura Knight Jadczyk w swojej książce The Secret History of the World, to pierwotne “czarownice” były „Chrystusami”.

SZAMANKA ludmila-do-strony

To oczywiście wywołuje zdziwienie – jak można tak wszystko postawić na głowie, że w efekcie wierzymy dziś w coś dokładnie  przeciwnego prawdzie w prawie każdej dziedzinie, jaką się zajmujemy?

cELTYCKI KALENDARZ

Jak podają etnolog John Gregorson Campbell i archeolog Bettina Arnold, starożytni Celtowie  wierzyli, że w czasie Samhain kurtyna odgradzająca świat ziemski od tego nieziemskiego staje się bardzo cienka, co ułatwia duchom (zarówno dobrym, jak i złym) przekroczenie tej trudno przenikalnej bariery, która w pozostałe dni jest znacznie trudniejsza do sforsowania.

Celtowie  radzili sobie z tym zapraszając dobre duchy – przeważnie własnych przodków – i wykorzystując przeróżne techniki nie dopuszczania czy odstraszania tych złych.

W dawnych czasach Samhain był również okresem przygotowywania zapasów żywności, zarzynania bydła i świń oraz szykowania zbóż i innych produktów przeznaczonych na zimę.

Ważnym punktem celebracji były ogniska. Wygaszano domowe paleniska, rozpalano jedno wielkie ognisko, z którego następnie brano rozżarzone węgle, by od nich ponownie rozpalić ogień pod domowymi paleniskami. Czasami budowano dwa ogniska, żeby ludzie mogli przechodzić między nimi ze swoim inwentarzem w celu “oczyszczenia”. Ta praktyka mogła być pozostałością po czasach, kiedy starożytne plemiona oczyszczały się przez palenie żywcem:

– członków plemienia, którym dużo brakowało do doskonałości, ażeby plemię zostało oczyszczone z grzesznych elementów; lub

– tych członków, którzy byli w jakiś sposób doskonali i sami zgłosili się na ochotnika jako ofiara dla ukojenia gniewu bogów, by reszta plemienia mogła żyć w spokoju przez następny rok. Jest to faktycznie bardzo interesująca wskazówka.

Nazwa “Halloween” jest szkockim wariantem wyrażenia “All Hallows Eve” – noc przed dniem Wszystkich Świętych albo Święto Wszystkich Świętych (Feast of All Saints).

Bardzo ciekawe są stare tradycje na całym świecie, związane z tym dniem, a szczególnie z dwoma następnymi. Tradycje te zostały w późniejszym okresie schrystianizowane, ale wyraźnie reprezentują coś o wiele bardziej starożytnego.

W Portugalii i Hiszpanii w dzień Wszystkich Świętych składa się datki.

W Meksyku dzień Wszystkich Świętych pokrywa się z obchodami Dnia Niewinnych – części Dnia Umarłych -honorującego zmarłe dzieci i niemowlęta…  Meksykańskie datki z „dnia zmarłych”, m.in. cukrowe czaszki  – (pożeranie śmierci ? ) W Portugalii dzieci chodzą od drzwi do drzwi i dostają ciastka, orzechy i granaty. Święta te skupiają się wokół spotkań rodzinnych, modlitwy i wspominania tych członków rodziny i przyjaciół, którzy odeszli.

Badacze przypisują początki współczesnego święta tubylczym ceremoniom sięgającym tysięcy lat wstecz i azteckiemu świętu poświęconemu bogini Mictecacihuatl, królowej Mictlanu –podziemnego świata.

Bogini...................................

Na Filipinach, w Brazylii Dia de Finados jest świętem państwowym, które wielu  Filipińczyków i Brazylijczyków obchodzi odwiedzając cmentarze i kościoły. W Hiszpanii odbywają się festiwale i parady, a pod koniec dnia ludzie zbierają się na cmentarzach, by pomodlić się za swoich nieżyjących bliskich. Podobne obchody pojawiają się też w wielu kulturach azjatyckich i afrykańskich…

Symbole związane z Halloween uformowały się na przestrzeni dziejów i tak samo jak średniowieczny kościół zasymilował starożytne wyobrażenia i praktyki związane ze śmiercią, tak i wiele obecnych zwyczajów zostało przejętych ze średniowiecznych praktyk.

W czasie tradycyjnego celtyckiego festiwalu halloween drążono duże rzepy, rzeźbiono w nich twarze i umieszczano je w oknach, by strzegły przed złymi duchami. Amerykańska tradycja rzeźbienia w dyni była oryginalnie związana z czasem zbiorów, a powiązanie jej z Halloween nastąpiło dopiero w drugiej połowie XIX wieku.

DYNIA

Choć większość chrześcijan uważa Halloween za świeckie święto, które daje dzieciom (tym dużym też!) okazję do przebierania się w śmieszne kostiumy, objadania się słodyczami i naśmiewania się ze wszystkiego, co normalnie jest w naszym świecie przerażające, inni – szczególnie chrześcijańscy fundamentaliści – przypisują tym zwyczajom negatywny wpływ, uważając je za wyznawanie pogaństwa, okultyzmu, itp…

Świadkowie Jehowy nie obchodzą Halloween, wierzą bowiem, że nic, co wywodzi się ze świąt pogańskich, nie powinno być obchodzone przez prawdziwych chrześcijan.

To dopiero ironia, zważywszy na to, co napisałam powyżej o oryginalnym chrześcijaństwie. Jakim sposobem doszliśmy stamtąd – z prawdziwej duchowości honorującej kobiety, z kobietami-szamankami opiekującymi się swoim plemieniem – do tego, co mamy teraz, nowożytnego chrześcijańskiego postrzegania kobiety jako czegoś z trudem ludzkiego ?

Wiele osób, które podążają pogańską drogą, uważa ten okres za święty czas w roku, a wiccanie naturalnie czują, że całe to święto w obecnej formie jest obraźliwe, ponieważ łączy czarownice z całą masą “złych duchów”, których należy się wystrzegać. Tu mają rację, ale już to, co uważają za „wiccę” jest tak samo błędne, jak błędne jest chrześcijaństwo…

Aaa.. Samhain

Wszystkie te obchody 1 i 2 listopada, mające swoje rodzime formy zasymilowane przez kościół, są niezwykle ciekawe. Najważniejsze jednak wydaje się to, że wszystkie następują zaraz po 31 października.

Narzuca się pytanie, dlaczego ?

Co takiego wydarzyło się 31 października, że przemieniło następny dzień w Dzień Zmarłych?

Co jest źródłem Halloween, co to święto tak naprawdę upamiętnia i dlaczego wiąże się z nim czarownice?

W Halloween dostrzegamy coś bardzo starodawnego, coś, co zostało przefiltrowane przez wiele warstw interpretacji. Istnieje jednak pewien stały motyw przewodni. Jest nim łatwe przechodzenie granicy pomiędzy życiem i śmiercią, co przeważnie prowadzi do śmierci – co z kolei sugeruje, że bardzo dawno temu, w czasie Halloween miała miejsce śmierć na masową skalę.

piorun

Czymkolwiek to było, było tak przerażające, tak powszechne, że ten dzień i dni następne upamiętniony został przez wszystkie kultury świata i to w sposób, który – jak się wydaje – miał to coś odganiać, zapobiegać temu, by nigdy więcej się nie powtórzyło. Na przestrzeni dziejów doszło jednak do różnych zdarzeń, które wszystko postawiły na głowie, w efekcie czego te jednostki – prawdziwe, święte, czarownice – które rzeczywiście posiadały o tym wiedzę, wiedzę o łagodzeniu takiego terroru, zaczęły być identyfikowane z przyczyną tych śmierci i zniszczeń.

W swojej książce ”The Worship of the Dead, or the Origin and Nature of Pagan Idolatry and Its Bearing Upon the Early History of Egypt and Babylonia” John Garnier pisze:

Współczesne obchody święta zmarłych, skupione wokół wigilii Wszystkich Świętych, z kilkoma następnymi dniami włącznie, pierwotnie miały upamiętniać ludzi, którzy zginęli podczas Potopu zesłanego przez Boga na nikczemny świat. Bazuje on tu na Księdze Rodzaju (7:11) i pisze:

„Trudno znaleźć na świecie naród czy plemię, które nie ma podań o zniszczeniu ludzkiej rasy przez powódź, a szczegóły tych podań są zbyt do siebie podobne, by sądzić, że – jak sugerują niektórzy – w każdym przypadku dotyczą różnych, lokalnych powodzi.

potop

Mitologie wszystkich antycznych krajów przeplatają się z wydarzeniami z Potopu i są nim tłumaczone, dowodząc tym samym, że wszystkie oparte są na wspólnej zasadzie i wywodzą się ze wspólnego źródła.

Z uwag tych jasno wynika, że narody całego antycznego świata widziały jedno z dwóch wielkich wydarzeń w historii Potopu – przybieranie wód i początek ich opadania – jedne z nich widziały przybieranie, inne zaś opadanie wód.

Wydaje się też prawdopodobne, że obchody tego święta były głęboko powiązane z czczeniem umarłych, być może to czczenie wręcz zainicjowały, a jak później zobaczymy, było ono centralną zasadą wierzeń antycznych.

Siłę tego argumentu ilustruje fakt obchodzenia wielkiego festiwalu umarłych, upamiętniającego to zdarzenie, nie tylko przez narody pozostające ze sobą w choćby sporadycznym kontakcie, ale także przez istotnie od siebie oddzielone – zarówno przez ocean jak i przez czas.

Co więcej, święto to obchodzone jest przez wszystkich w ten sam, lub niemal ten sam dzień, kiedy zgodnie z mojżeszową relacją nastąpił Potop, to znaczy siedemnastego dnia drugiego miesiąca – miesiąca, który niemal odpowiada naszemu listopadowi.”

Odkąd “eksperci” w tych dziedzinach zaliczyli mity do zabobonów, wierząc równocześnie, że uhistoryzowane mity włączone do Biblii są zapisami historycznymi, nie posuwają się raczej do przodu z rozwiązaniem tego problemu, a upadek cywilizacji przeważnie przypisują inwazjom i działaniom wojennym na niewyobrażalną skalę.

Pałac na Knossos – imperium minojskie zniknęło w tajemniczych okolicznościach.

Pałac na Knosos

Kilkadziesiąt lat temu pewni zaintrygowani tym problemem naukowcy – przyrodnicy skoncentrowali się na wymienionych powyżej upadkach cywilizacji w epoce brązu. Doszli oni do wniosku, że dowody wskazują raczej na przyczyny naturalne, a nie na działalność ludzką (najazdy, wojny).

Zaczęli mówić o zmianach klimatu, aktywności wulkanicznej i trzęsieniach ziemi. Obecnie tego typu wytłumaczenia są faktycznie włączone w niektóre standardowe modele historyczne okresu epoki brązu, choć wiele problemów wciąż pozostaje nierozwiązanych – żadne z wyjaśnień nie tłumaczy całości istniejących dowodów.

Immanuel Velikovsky zdenerwował wszystkich sugerując, że Eksodus – ale tylko Eksodus – był spowodowany bombardowaniem przez kamienie, pył, węgiel itd., będącym skutkiem szalejącej w Układzie Słonecznym Wenus. Zgromadził on zdumiewającą ilość mitów i legend z całego świata, które silnie sugerowały zajście jakiegoś globalnego kataklizmu, ale już gdzie, kiedy i jak do tego doszło, było raczej niepewne.

Przed Velikowskym byli też inni, którzy pisali i mówili o tych sprawach, a wśród nich Ignatious Donnelly, szczególnie zasługujący na wzmiankę za przypisanie mitów do Wielkiego Potopu Noego, który według niego był w rzeczywistości zniszczeniem Atlantydy, jaką opisywał Platon.

Pod koniec lat 70. XX w. brytyjscy astronomowie Victor Clube i Bill Napier z Uniwersytetu Oksfordzkiego zaczęli badać uderzenia komet jako ostateczną przyczynę.

W 1980 roku fizyk, laureat Nagrody Nobla, Luis Alvarez wraz z kolegami opublikował na łamach periodyku Science artykuł, w którym postulował, że powodem wyginięcia dinozaurów było uderzenie meteorytu.

Według Cluba i Napiera, i innych, dokładnie tak jak w 1994 roku kometa Shoemaker-Levy uderzyła w Jowisza z siłą milionów megaton, tak 13 tys. lat temu Ziemia została zbombardowana przez fragmenty gigantycznej komety, która rozpadła się na kawałki na oczach przerażonej ludzkości.

Wielokrotne uderzenia w obracającą się planetę wywołały potężne fale pływowe, szalejące pożary, wybuchy podobne eksplozjom nuklearnym, masowe wymarcie wielu prehistorycznych gatunków – takich jak mamuty i tygrysy szablozębne – oraz większości ludzkości, ściągając na świat kilkumiesięczne ciemności…

ŚWIECZKA

W 1990 roku astrofizyk Victor Clube i astronom Bill Napier wydali książkę pt. „The Cosmic Winter” (Kosmiczna zima), w której przedstawili analizy orbitalne kilkunastu deszczów meteorów, spadających co roku na Ziemię. Wykorzystując zaawansowane programy komputerowe, uważnie prześledzili tysiące lat wstecz, tropiąc orbity komet, asteroid i deszczów meteorów, aż odkryli coś naprawdę zadziwiającego.

Wiele rojów meteorów, jak na przykład Taurydy, Perseidy, Piscydy i Orionidy, jest ze sobą powiązanych. Co więcej, niektóre wielkie ciała niebieskie także są ze sobą powiązane: komety Encke i Rudnicki, asteroidy Oljado, Hephaistos, i około setki innych. Każde z tych ponad stu ciał niebieskich ma co najmniej 800 m średnicy, a niektóre mają kilka kilometrów.

Co mają ze sobą wspólnego? Według tych naukowców, każde z nich jest potomkiem tej samej masywnej komety, która po raz pierwszy wtargnęła do naszego układu słonecznego niecałe 20 tysiecy lat temu!

Clube i Napier wyliczyli, że uwzględniając wszystkie kawałki gruzu, jakie znaleźli porozrzucane po naszym układzie słonecznym, oryginalna kometa musiała być olbrzymia.

Clube i Napier policzyli także, że z powodu subtelnych zmian w orbitach Ziemi i zachowanych odłamków kosmicznych, co ok. 2-4 tys. lat nasza planeta przechodzi przez najgęstszą część tych gigantycznych kometarnych chmur. Dostrzeżemy ten wzorzec, gdy spojrzymy na klimat i dane zapisane w rdzeniach lodowych.  W tym schemacie występowania maksimów co 2–4 tysiące lat – być może widzimy ”wizytówki” powracającej mega-komety.

Na szczęście, najsilniejsze bombardowania zdarzyły się podczas najstarszych maksimów, a z czasem, kiedy resztki komety rozpadły się na mniejsze fragmenty, robiło się coraz spokojniej.

Jednakże niebezpieczeństwo nadal istnieje. Niektóre z pozostałych kilkukilometrowych fragmentów są wystarczająco duże, żeby wyrządzić poważne szkody miastom, klimatowi i globalnej gospodarce.

Clube i Napier (1984) przewidzieli, że począwszy od 2000 roku przez następnych 400 lat Ziemia wejdzie w następny niebezpieczny okres, kiedy zmiana orbity wprowadzi nas na potencjalny kurs kolizyjny z najgęstszymi częściami chmur, zawierającymi bardzo duże odłamki.

bolid

Dwadzieścia lat po tej prognozie przemieściliśmy się w ten niebezpieczny obszar. To, że część z tych ogromnych obiektów jest w tym momencie na kursie kolizyjnym z Ziemią, jest dość powszechnie uznane za fakt, nie ma jedynie pewności co do tego, czy nas ominą, co jest najbardziej prawdopodobne, czy też uderzą w którąś część naszej planety.

Widzimy więc, że ten nowy typ “katastrofy naturalnej” zaczyna być postrzegany przez wielu badaczy jako najprawdopodobniejsze wyjaśnienie jednoczesnego upadku wielu kultur na przestrzeni dziejów.

Nowa teoria zakłada, że Ziemia raz za razem natrafia na roje kometarnego gruzu. Większość z nich znamy jako deszcze meteorów – nic nie znaczące drobne cząstki kosmicznego materiału. Jednak od czasu do czasu w roju trafiają się odłamki o średnicach od stu do kilkuset metrów. Gdy uderzają w Ziemię lub eksplodują w atmosferze, możemy spodziewać się katastroficznych skutków dla naszego systemu ekologicznego. Wielomegatonowe eksplozje bolidów mogą zniszczyć naturalne i kulturowe obiekty na powierzchni ziemi, wywołując fale pływowe powodujące powodzie (jeśli odłamek wyląduje w oceanie), pożary i zniszczenia sejsmiczne, nie pozostawiając przy tym kraterów, a tylko wypaloną i spustoszoną ziemię.

W razie znaczącego bombardowania całe niewielkie państwo może zostać starte z powierzchni ziemi, całkowicie wyparować.

Ostatni przykład, znany jako katastrofa tunguska, miał miejsce w 1908 roku na Syberii, kiedy to około 5 km nad ziemią eksplodował bolid, a jego ognisty podmuch całkowicie zdewastował obszar o powierzchni prawie 2000 km².

Tunguska

Choć to ciało niebieskie nie uderzyło w ziemię, a jego średnica nie przekraczała 60 m, to wybuch miał siłę od 20 do 40 megaton – tyle, co energia wybuchu 2000 bomb atomowych, wielkości tej zrzuconej na Hiroszimę. Innymi słowy, jeśli kiedyś istniały zaawansowane antyczne cywilizacje i jeśli zostały zniszczone przez wielokrotne bombardowania podobne do katastrofy tunguskiej, to nie ma się co dziwić, że nie pozostało po nich prawie żadnego śladu, a to co pozostało, przeważnie przypisuje się “anomaliom”.

Przez lata astronomia głównego nurtu mocno krytykowała zarówno Cluba i Napiera, jak i ich hipotezę kometarną.

To nastawienie zmieniło się dość gwałtownie, gdy w 1994 roku kometa Shoemaker-Levy 9 uderzyła w Jowisza. Przez kilka dni obserwatoria astronomiczne z całego świata oglądały rozpad komety na 20 części i sukcesywne bombardowanie różnych obszarów Jowisza.

bolid shoemaker_levy_images9_104

Podobne zdarzenie na naszej planecie byłoby dewastujące, delikatnie mówiąc. Rosnąca ilość komet i bolidów oraz fakt, że w tym roku [2011] Jowisz został ponownie zbombardowany, sugerują, że Victor Clube i Bill Napier mają rację – żyjemy w bardzo niebezpiecznym okresie.

Z książki Rain of Iron and Ice (Deszcz żelaza i lodu) Johna Lewisa, profesora nauk planetarnych w Laboratorium Księżycowym i Planetarnym, dowiadujemy się, że w Ziemię regularnie uderzają obiekty kosmiczne i wiele z nich eksploduje w atmosferze, tak jak zdarzyło się w rejonie Tunguskiej, nie pozostawiając po sobie krateru ani innych trwałych i widocznych śladów upadku..

bolidy

Te uderzenia lub eksplozje w atmosferze mogą prowadzić do trzęsień ziemi lub fal tsunami, podczas gdy ludzie pozostają nieświadomi ich przyczyny.

W końcu Ziemia to w 75% wody, a każdy świadek takiego zdarzenia zostałby prawdopodobnie usmażony i nie mógłby się z nami podzielić swoją wiedzą, więc tak naprawdę nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy wszystkie trzęsienia ziemi na naszej planecie są pochodzenia tektonicznego.

Krótko mówiąc, praca Lewisa przedstawia nam koncepcję, zgodnie z którą część znanych historycznych trzęsień ziemi równie dobrze mogła być pochodzenia impaktowego. Badacze przypisali zdarzeniom, które da się odnaleźć w danych naukowych, następujące daty: 12.800, 8200, 5200 i 4200 lat temu.

Najbardziej interesuje nas zdarzenie z roku 12800 lat temu, dlatego że najwyraźniej to właśnie ono niemal całkowicie unicestwiło życie na Ziemi, a przynajmniej całą megafaunę na wszystkich kontynentach.

Atlantyda ...

Platon pisał o katastrofie, która w ciągu jednej doby zniszczyła Atlantydę około 11600 lat temu – to piekielnie blisko. Jest to temat, który w wyczerpujący sposób został opisany w książce Firestonea, Westa i Warwick-Smitha pt. The Cycle of Cosmic Catastrophes (Cykl katastrof kosmicznych). Obok własnych badań naukowych nad dowodami, autorzy włączyli do książki sporą ilość mitów rdzennych mieszkańców Ameryki, opisujących to zdarzenie.

Innymi słowy, komety mogą się składać z czegoś więcej niż tylko z pyłu i lodu – mogą zawierać znaczący skalny rdzeń, a także dużą ilość trujących gazów i chemikaliów.

Co może łączyć ze sobą cały ten kometarny biznes z Halloween ?

Tak się składa, że koniec czerwca oraz koniec października i początek listopada to okresy, kiedy Ziemia przechodzi przez rój Taurydów. Oznacza to, że do wydarzenia, które stanowi granicę pomiędzy plejstocenem i holocenem (obecna epoka), musiało dojść pod koniec października.

Cynamon i jablka

Był to dzień, w którym granica pomiędzy światem żywych i umarłych stała się bardzo cienka, ponieważ prawie każda żywa istota na tej planecie umarła, a pamięć o tym wydarzeniu dotarła do nas w obchodach “końca lata”, które nazywamy Halloween, a znane jest z Biblii jako Potop Noego.

Skąd w takim razie  wzięły się czarownice?

czarodziejka i kot na miotle

Clube i Napier piszą:

… Roje meteorów są skamieniałymi dowodami przeszłych skrzyżowań z orbitami komet… największe grupy są niezwykle starożytne…

Przodek komety Encke i Taurydów, zakładając że miał około 20 km średnicy, mógł w najbliższym Ziemi położeniu osiągnąć magnitudę –12, czyli zbliżyć się do jasności Księżyca, wystarczająco, by rzucać cienie w nocy.

Widziany byłby jako intensywnie żółta plama światła, otoczona okrągłym halo, prawdopodobnie większym od Księżyca w pełni, z ogonem rozciągającym się przez sporą część nieba… jego kolor przechodziłby od niebiesko-białego w pobliżu jądra do ciemno czerwonego… Jeśli rozpad, którego śladem są obecne szczątki, rozgrywał się na oczach ludzi, to zapewne zdarzyło się zaobserwować drugorzędne komety, może nawet w grupach…

Autor Księgi Rodzaju (15:17) napisał:

“A kiedy słońce zaszło i nastał mrok nieprzenikniony, ukazał się dym jakby wydobywający się z pieca i ogień niby gorejąca pochodnia…”

Opis wydaje się dotyczyć komety, ale reprezentowany jest jako wizja zesłana Abrahamowi przez Boga. Inny przykład znajduje się w Księdze Kronik (21:16): ”Dawid, podniósłszy oczy, ujrzał Anioła Pańskiego, stojącego między ziemią i niebem, a w ręku jego – miecz wyciągnięty nad Jerozolimą. Dawid więc i starszyzna obleczeni w wory padli na twarze”.

Raz jeszcze obiekt widziany jest jako istota niebieska i ”Anioł Pański”, a interpretacja religijna nakłada się na zjawisko naturalne. (Clube, Napier, 1982.)

Clube, Napier, Hoyle i inni przedstawiają dobre argumenty, łącząc początki judaizmu ze zjawiskami niebieskimi, które w późniejszym czasie zostały poprzekręcane i zniekształcone przez kapłanów w dzisiejsze przesądy.

Początki chrześcijaństwa mogły być rezultatem podobnych kosmicznych spotkań.

Burton Mack w książce  ”Mit niewinności” pisze:

„Opowiadana przez Józefa Flawiusza historia lat 60. to historia głodu, niepokojów społecznych, podupadania instytucji, zaciekłych konfliktów wewnętrznych, wojen klasowych, rozboju, powstań, intryg, zdrad, rozlewu krwi i rozproszenia narodu żydowskiego po całej Palestynie. … Przez większość dekady pełno było wojen i pogłosek dotyczących wojen, a Flawiusz pisał o znakach, włącznie z niezwykle jasnym światłem w środku nocy!”

Flawiusz przedstawia kilkanaście znaków poprzedzających zło, jakie spotkało Jerozolimę i jej świątynię. Opisuje gwiazdę przypominającą miecz, kometę „widoczną przez cały rok…”, światło święcące w świątyni, krowę rodzącą jagnię, w chwili gdy miało zostać złożone w ofierze na ołtarzu jerozolimskiej świątyni, walczące armie niebieskie i głos Najświętszego, stwierdzający „Odlatujemy stąd” (Józef Flawiusz, Wojna żydowska, 6). (Oczywiście głos był apokryficzny.)

W skrócie, bardzo prawdopodobne jest, że eschatologiczne zapisy Nowego Testamentu, samo stworzenie mitu o Jezusie, oparte były na ówczesnych zdarzeniach kometarnych, z pamięcią “Gwiazy na wschodzie” włącznie. Zniszczenie jerozolimskiej Świątyni mogło równie dobrze być działaniem “Siły Wyższej”, jak napisał Marek w swojej Ewangelii, choć niezupełnie w taki sposób, jak myślą prawdziwi wyznawcy.

To prowadzi  do zmiany – narzucenia Europie chrześcijaństwa przez Konstantyna. Paul K. Davis pisze:

„Zwycięstwo dało Konstantynowi całkowitą kontrolę nad cesarstwem zachodniorzymskim, otwierając drogę chrześcijaństwu jako dominującej religii cesarstwa rzymskiego i ostatecznie Europy”.

Powszechnie uważa się, że wieczorem 27 października, w czasie gdy armia szykowała się do bitwy, Konstantyn miał wizję, która poprowadziła go do walki pod opieką chrześcijańskiego boga.

Laktancjusz, wczesnochrześcijański pisarz, stwierdza, że w noc poprzedzającą bitwę Konstantyn otrzymał we śnie polecenie, „by na tarczach swoich żołnierzy nakreślić znak niebieski”  Konstantyn dostosował się do nakazu ze snu i oznaczył tarcze znakiem “symbolizującym Chrystusa”.

Laktancjusz opisuje ten znak jako “staurogram” albo krzyż łaciński z górną częścią zaokrągloną jak litera P.

STAUROGRAM                               STAROGR... CHI-RHO

Oczywiście nawrócenie cesarza na chrześcijaństwo nie mogło zmienić wierzeń i praktyk religijnych jego poddanych.

Ale mógł on – i tak zrobił – nadać łaski i przywileje tym, których wiarę przyjął. Wybudował im kościoły, księży zwolnił z obowiązków obywatelskich i płacenia podatków, biskupom nadał prawo rozstrzygania świeckich spraw sądowych, a od ich orzeczeń nie można się było odwoływać. Brzmi podobnie do przejęcia władzy przez faszystowski reżim  –  czyż nie?

Podsumujmy:

na scenę historii wkroczył żydowski bóg – prawdopodobnie jako zdarzenie kometarne, które zapamiętane zostało jako plagi egipskie i przerobione na heroiczną “historię Eksodusu”.

Setki lat później, kiedy zapomniano o prawdziwej naturze “boga”, za pośrednictwem kapłanów obiecał on swojemu ludowi coś nowego i innego – zniszczenie wszystkich ludzi, którzy byli dla nich paskudni, a przetrwać i rządzić mieli tylko ci, którzy przestrzegali jego zasad co do joty…

Wcześni chrześcijanie mieli bardzo wyraziste i nowatorskie idee, które zostały przeszczepione na judaizm. Z kolei chrześcijaństwo zachowało i rozsiało dalej pewne idee judaistyczne, które stały się podstawą naszej obecnej kultury.

EDEN...................

Głównym wzorcem chrześcijaństwa – otrzymanym wprost z judaizmu – jest grzech.

Historia grzechu od tamtej chwili do teraz jest historią jego triumfu.

Świadomość natury grzechu prowadziła do tworzenia i rozrostu agencji i technik, które miały się nim zajmować. Te agencje stały się ośrodkami ekonomicznej i militarnej władzy, jakimi są do dnia dzisiejszego.

Chrześcijaństwo, promując idee judaizmu pod kiepską przykrywką “Nowego Przymierza”, zmieniło sposoby interakcji między kobietami a mężczyznami.

Zmieniło nastawienie do jedynej pewnej rzeczy w życiu – śmierci.

Zmieniło zakres swobody, z jaką ludzie mogli myśleć i mieć własne przekonania, i wciąż być akceptowani.

Kulty pogańskie także zajmowały się kwestią cierpienia i kłopotów.

Wielką różnicą jednak było to, że dla pogan kłopoty spadały na człowieka, ponieważ nie udało mu się zjednać sobie odpowiedniego boga czy bogini. Cierpienie i kłopoty były konsekwencją poczynań bogów – którzy byli zadziwiająco ludzcy i niestali – a nie osobistej, wewnętrznej “skazy”, przyczyny potępienia jednostki.

Wiary nie narzucano ani do niej nie zachęcano. Poganie mieli swoje obrządki, ale nie wyznawali żadnego kredo ani doktryny,   nie było niczego w rodzaju “wiary” judaizmu czy chrześcijaństwa.  Żeby być “wyznawcą religii pogańskiej”, nie trzeba było akceptować konkretnej filozoficznej teologii ani należeć do “kultu tajemnic”, w którym mit i rytuał były ze sobą ściśle powiązane. Były to jedynie “opcje”.

To prowadzi  do następnej różnicy pomiędzy starożytnymi mitami i kultami, a judaizmem, chrześcijaństwem i islamem:

– podczas gdy kulty pogańskie oferowały mity o swoich bogach, żydzi i chrześcijanie wyprodukowali najnowszą, żywą historię.

Kulty pogańskie miały “misteria”, do których niewielu – jeśli w ogóle ktokolwiek – miało dostęp. Monoteizm zaoferował “objawienie” bezpośrednio od Boga. Nieważne, że ta historia składała się z plagiatów jeszcze wcześniejszych mitów innych kultur, ubranych w historyczne ciuchy jako „Historia Izraela”.

Poganie nie tolerowali żydów i chrześcijan, których religia nie tolerowała żadnego boga poza ich własnym.

Rosnąca dominacja chrześcijaństwa stworzyła o wiele ostrzejszy konflikt pomiędzy religiami, a nietolerancja religijna – zapoczątkowana przez chrześcijaństwo – stała się normą, a nie wyjątkiem.

Chrześcijaństwo przyniosło ze sobą przymus wiary religijnej. Można nawet powiedzieć, że zgodnie z obecną definicją kultu jako grupy używającej manipulacji i kontroli umysłu w celu pozyskania wyznawców, chrześcijaństwo jest Matką wszystkich Kultów – w służbie nienawidzących kobiet, faszystowskich ideałów judaizmu.

Wschodząca wczesnośredniowieczna hierarchia kościelna szybko zmobilizowała wojsko do walki z innowiercami, a najostrzej walczono z chrześcijanami popierającymi mniej faszystowskie systemy wierzeń. To najprawdopodobniej dotknęło także pierwotnych chrześcijan i oryginalne nauczania.

Zastanawiające są także  wszystkie opowieści o chrześcijańskich męczennikach. Czy możliwe jest, że były to apokryficzne historie pogan, którzy opierali się narzucaniu chrześcijaństwa, ze zmienionymi nieco detalami ?

W  tamtym okresie przejściowym była jeszcze trzecia grupa: pogańskich platonistów.

Platonizm miał dwie drogi: pierwsza nauczała, że boga można poznać jedynie przez kontemplację własnej duszy i poznanie siebie samego, druga kładła nacisk na piękno świata jako drogę do poznania boga.

Obie te idee stały się rekwizytem ówczesnego człowieka wykształconego, w tym żydów i wczesnych chrześcijan.

Jednakże to właśnie wśród aleksandryjskich intelektualistów żydowskich koncepcje te zostały subtelnie skrzywione:

– człowiek nie mógł poznać siebie i dlatego nie mógł poznać boga, musiał porzucić wszelki zamiar poznania siebie  i zdać się na “łaskę” i niełaskę  boga. Bóg mógł wybrać człowieka i obdarzyć go łaską, ale człowiek nie mógł nawet pomyśleć o wybraniu sobie boga i zdobyciu łaski. Chrześcijańscy teolodzy wzięli tę ideę i dopasowali ją do swoich nowych poglądów na Chrystusa i Zbawienie.

A...Płacz

Wiele pogańskich idei zostało zaadoptowanych przez teologię chrześcijańską, ale  główna różnica polegała na tym, że grzech stał się sprawą osobistą, winą człowieka, czymś w rodzaju “zasady kozła ofiarnego” zapisanej w ludzkiej duszy.

Poganie nigdy nie uważali za konieczne umierać z przebaczonymi grzechami, a chrześcijańskie dramatyczne sceny odgrywane przy łożu śmierci z całym tym modleniem się w intencji życia pozagrobowego umierającego były szybko rozprzestrzeniającymi się nowościami.

Poganie modlili się do zmarłych, żydzi i chrześcijanie za zmarłych.

Bojąc się swojej nieuchronnej winy i grzesznej natury, chrześcijanie modlili się także o to, by zmarli wstawili się za nimi do boga. Chrześcijanie, tak jak poganie, kontynuowali praktyki świętowania i czczenia śmierci, dodając do tego element “wstawiennictwa” i nadając temu wydarzeniu nowe znaczenie.

A... oddalenie od boga

Każdorazowe przejście świata zachodniego z pogaństwa na monoteizm – judaizm, chrześcijaństwo, islam – skutecznie zmieniało sposób, w jaki ludzie postrzegali samych siebie oraz swoje interakcje z otoczeniem.

Efekt tych zmian, niekończące się wojny, widać do dziś.

Zwycięstwo Konstantyna umocniło pozycję chrześcijaństwa w cesarstwie rzymskim, prowadząc ponadto do mariażu nowej religii z władzą państwową, który przetrwał blisko 1500 lat i być może trwa nadal, choć obie strony starają się ukryć swoją zażyłość.

Pewna inskrypcja cytująca hetyckiego króla mówi, że wielki książę potrzebuje kapłanów, którzy zasieją w ludzie strach przed bogami, dzięki czemu lud będzie wypełniać wolę władcy, a i religia, do narzucenia swoich praktyk, potrzebuje ochrony ze strony władcy…  Tak jest od tysiącleci.

bog ojciec i syn

Astronomowie Victor Clube i Bill Napier piszą:

…W ciągu ostatnich kilku lat odkryto wielkie skupisko kosmicznego gruzu, krążącego po potencjalnie niebezpiecznej orbicie, przecinającej co kilka tysięcy lat orbitę ziemską w czerwcu (i listopadzie).

Odkryto też,  że dowody tych wydarzeń były w przeszłości z premedytacją zatajane.

Jednakże, kiedy dochodzi do przecięcia się orbit, znacznie wzrasta szansa spotkania się z jądrem tego roju – i na odpowiednio częstsze docieranie bolidów na Ziemię – przez co upowszechnia się również przekonanie o zbliżającym się końcu świata.

Dlatego religia chrześcijańska rozpoczęła się, dość stosownie –  od apokaliptycznej wizji przeszłości (…) Kiedy jednak minęło bezpośrednie zagrożenie, w rękach rewizjonistycznego kościoła prawda została przekształcona w mitologię, a wiedza o roju, w swojej oryginalnej wersji, którą zawdzięczamy teraz pismom Platona i innych, była systematycznie zatajana.

Chrześcijańska wizja trwałego pokoju na ziemi nie była bynajmniej powszechnie akceptowana i miała przejść wiele jeszcze stadiów „oświecenia”, zanim kulminowała w formie dzisiejszej, świeckiej wersji historii, pod którą podpisuje się nauka, uznająca niewielkie, o ile w ogóle istniejące, niebezpieczeństwo czyhające z nieba.

Jednym z następstw tamtej epoki był kalwinizm. Jak zauważa Clube, narodziny protestantyzmu po części wynikały stąd, iż będący wówczas u władzy Kościół Katolicki swój system kontroli oparł na arystotelesowej (czy raczej, tomistycznej – przyp. tłum.) koncepcji – „Bóg jest w swoim niebie, ty bądź dobrym chrześcijaninem, a wszystko się ułoży”.

Nie chciano mówić o zastanym kosmicznym chaosie, skoro ich wielbiony bóg nie miał nad nim kontroli. Cały ten zamęt oraz niemoc Kościoła w tej kwestii (nie wspominając o upadku moralnym Kościoła, powszechnie zauważanym) dostarczyły argumentów przywódcom reformacji, którzy dzięki temu pozyskali wielu zwolenników – podobnie jak chrześcijaństwo przyciągnęło Konstantyna, kiedy pogańscy bogowie okazali się bezsilni w obliczu spadających komet.

Protestanci mogli zatem wykorzystać sytuację, toteż głosili, że nadeszły oczekiwane Czasy Ostateczne, przy czym ludzie zostaną zbawieni, jeśli tylko przejdą do protestantów.

Rzecz wiadoma, “wywalczywszy” sobie miejsce, protestanci również musieli zbudować własną hierarchię, ale też przyjęli tę samą, arystotelesową wizję świata! „Teraz, Bóg jest w swoim niebie, zaś wszystko będzie dobrze i już nigdy nie dojdzie do katastrof, póki wszyscy będą chodzić do kościoła, płacić dziesięcinę i słuchać ustanowionych władz”.

I tak dochodzimy do kwestii prześladowań czarownic…

Grecko-rzymski świat religijny – świat nadprzyrodzony – nie miał wyraźnego podziału na absolutne dobro i absolutne zło.

Przejawiał każdy odcień i kombinację wszelkich wartości, wiernie odzwierciedlając świat ludzi. W takim to świecie magia była jedynie próba ujarzmienia mocy Niewidzialnego, podczas gdy religia zajmowała się składaniem hołdu i wdzięczności Naturze i jej przedstawicielom, w oczekiwaniu na korzyść.

Wiedźma lub czarownik to osoba znająca metodę – technikę – której mogła użyć do poskromienia i aktywacji nadprzyrodzonych mocy na pożytek własny lub innych.

Taka osoba mogła „kontrolować” siły natury.

Po upadku cesarstwa rzymskiego i wzroście potęgi judeochrześcijaństwa wielu misjonarzy, odkrywszy, że poganie mają własne spektrum lokalnych bóstw i wierzeń, często stosowali przy ich nawracaniu prosty wybieg przywłaszczania owych bogów, dzięki czemu dana społeczność mogła dalej ich czcić, tyle że już pod szyldem chrześcijaństwa.

Bóstwa stawały się chrześcijańskimi świętymi, z pełnymi, wymyślonymi żywotami (a jak wcześniej napisałam, zapewne większość „chrześcijańskich męczenników” byli to w rzeczywistości poganie, którzy zginęli z rąk Kościoła).

Stare świątynie przekształcono w kościoły, aby poganie słuchali kazań i modlili się do swoich „świętych” w znanych sobie miejscach. Tolerowano magiczne praktyki, gdyż uważano, że z czasem ludzie sami je porzucą, kiedy staną się prawdziwymi chrześcijanami.

Oficjalne stanowisko Kościoła głosiło, że czary są złudzeniem. W słynnym i tajemniczym zarazem Canon episcopi znajdujemy kilka wskazówek:

Grzeszne kobiety, zdeprawowane przez diabła, uwiedzione przez ułudy i widma demonów, wierzą i wyznają, że w godzinach nocy ujeżdżają bestie wraz z Dianą, pogańską boginką, oraz z niezliczoną liczbą kobiet, przemierzając wśród nocnej głuszy wielkie odległości; wypełniają też jej wolę, bowiem jest ich panią, i służą jej w niektóre noce. Żałuję tylko, że nie tylko one same zginęły w swym sprzeniewierzeniu, a pociągnęły za sobą wielu innych ku grzechowi pogaństwa. Ich jest bowiem niezliczona rzesza, których zwiodło to kłamstwo, i biorą to jako dobrą wiarę, a nieświadome są wielkości błędu, jakim jest pogaństwo (…).

Z tego też powodu kapłani we wszystkich kościołach winni ogłaszać z największym uporem (…), że wiedzą o tej złudności i że takie widziadła zsyłane są przez złego ducha (…), który zwodzi ich w snach (…).

Któż nie został oszukany w snach, widząc one we śnie, których nie widzi na jawie?

(…) A kto jest tak głupi i nierozsądny, by myśleć, że wszystkie te rzeczy, które przydarzają się duchowi jeno, dzieją się cieleśnie?

Dlatego należy powszechnie głosić, że ktokolwiek wierzy w takie rzeczy (…) utracił swą wiarę. (Przekład angielski: Kors, Peters, 1972, str. 29-31)

Pochodzenie tego dokumentu, który Kors i Peters datują na rok 1140, jest niejasne. Jego treść przypisuje się synodowi w Ancyrze, który miał odbyć się na początku czwartego wieku. Chociaż nie ma potwierdzenia w źródłach, stanowisko wobec czarostwa zostało przejęte przez późniejszych kanonistów jako oficjalne. Oznacza to, że faktycznie mogli działać jacyś czciciele Diany, mający głębokie doświadczenia, które jednak uznano za urojenia będące sprawką diabła.

Tutaj też widzimy, jak boginię zastąpiono szatanem-kłamcą.

Interesujące jest także porównanie opisów praktyk owych wiedźm antyku z praktykami szamanów syberyjskich.

Fragment: „niezliczona ich liczba ujeżdża bestie wraz z Dianą, pogańską boginką…” przywodzi na myśl paleolityczne malowidła naskalne. Stanowi to cenną wskazówkę, że religia paleolitu i jej szamanistyczne gałęzie zdołały przetrwać tysiące lat.

W każdym razie, przez ponad sześć wieków takie było oficjalne stanowisko Kościoła względem czarownic – że ich doświadczenia są iluzją albo urojeniem, albo zwykłym widziadłem sennym i każdy, „kto jest na tyle głupi i nierozsądny”, by wierzyć w te fantastyczne historie, jest poganinem. Swoją drogą, dotyczyło to również wielu mnichów, kapłanów i ludzi świeckich.

Należy tu zauważyć, że trzeba było wierzyć w moce czarownic, żeby je prześladować, a wiara ta  stała jednocześnie w sprzeczności z doktryną Kościoła.

Historyk i znawca religii J.B. Russell powiedział:

W Europie toczyły się dziesiątki tysięcy procesów [czarownic], pokolenie za pokoleniem – w czasach, kiedy malował Leonardo, komponował Palestrina i pisał Szekspir (1977).

Pamiętając, że czarna śmierć i towarzyszące jej wojny wybiły gros męskiej populacji, można przypuszczać, że nastąpił w związku z tym przyrost liczby kobiet niezamężnych lub takich, które przejęły majątki po zmarłych krewnych. Krótko mówiąc, kobiety zyskiwały tą drogą autonomię.

I z pewnością kobiety „z darem” miały większe niż inni szanse na przeżycie podobnych katastrof.

Szczegóły tego, co naprawdę wówczas się wydarzyło mogły przepaść bezpowrotnie, a to dzięki metodzie tuszowania historii, ustanowionej przez Josepha Juliusa Scaligera w szesnastym wieku, na co wskazuje Clube, a także matematyk Anatolij Fomenko, który dość szczegółowo naświetlił problem (choć nie rozważył możliwości kosmicznych katastrof jako przyczyn zagłady ludzkich społeczności). Możemy zatem co najwyżej snuć domysły.

Najbardziej spektakularną “czarownicą” była Joanna d’Arc, którą osądzono, potępiono i spalono w 1431 roku.

A..Joanna darc

Łatwo dostrzec, że za jej procesem i egzekucją kryły się polityczne motywy.

Można powiedzieć, że procesy czarownic były wznowieniem działań inkwizycji, która dwa wieki wcześniej stworzyła przecież podobne metody do walki z katarami. Kto prześledzi wnikliwie historię Katarów, w pełni zrozumie, jak łatwo ten atak na „wiedźmy i czarowników” mógł się zamanifestować tak prawnie, jak i społecznie…

katarzy-1

Procesy były środkiem kontroli tych wszystkich, którzy głosili “herezje” przeciwko ustalonemu przez Kościół i państwo „opatrznościowemu” porządkowi świata – herezje m.in. i  takie jak wskazywanie, że wzmożona obecność na niebie komet i bolidów może z powodzeniem oznaczać potencjalne niebezpieczeństwo dla planety i jej mieszkańców. W końcu były to czasy Galileusza, którego oskarżono o „herezję” godzenia w obraz Wszechmogącego Boga.

Przed rozważanym okresem czarownice uważano za istoty potrafiące używać technik kontrolowania sił natury – czyli technik szamanistycznych.

Czarodziejka

Po tym okresie natomiast,  czarownice – będące pod władzą Złego – miały już tylko sprowadzać na świat zło. Wszystkie były marionetkami szatana, więc nic dobrego nie mogło przyjść z ich strony.

Malleus Maleficarum szczególnie podkreśla, że „czarami posługują się głównie kobiety, gdyż są bardziej naiwne i mają słabą pamięć” oraz dlatego, że „czary pochodzą od zmysłowej żądzy, która u kobiet jest nienasycona”.

Polityczne znaczenie takich poglądów powinno być oczywiste.

Sprenger, Kramer i inni, napisali księgi ukazujące zdrowe, kompetentne, inteligentne kobiety jako czarownice i – hokus pokus – problem rozwiązany. Można było pozbyć się wszystkich niepotrzebnych kobiet (czy kogokolwiek), uporać się z każdą niezależną, majętną kobietą, a jej majątek skonfiskować. Jednocześnie, można było narzucić psychiczną władzę mężczyzn nad kobietami, przywracając poddaństwo kobiet wobec Kościoła – a wszystko za jednym zamachem!

Pozostaje także kwestia zniszczenia tym samym linii genetycznych potężnych kobiet-szamanek, który to proces wydaje się trwać do dziś.

Mit czarownic” powstawał w drugiej połowie piętnastego wieku jako reakcja na Czarną Śmierć – niemal niewyobrażalnych rozmiarów zniszczenia wywołane kometarną katastrofą – i zawierał kompletny, spójny system wierzeń, założeń, rytuałów i nie istniejących wcześniej „świętych tekstów”, będących dziełem psychopatycznych prześladowców !

Dominikanie rozwinęli i spopularyzowali koncepcje demonologii i czarostwa jako negatywów tak zwanej „prawdziwej wiary”, równie zajęci byli protestanci!

Oznacza to, że bycie w owych czasach “czarownicą” musiało równać się wyznawaniu dualizmu na wzór katarów – byciu obserwatorem natury i kosmosu oraz głoszeniu prawdy, niezależnie od stanowiska władz,

Mogło także oznaczać zdolność „widzenia tego, co ukryte” w sensie kosmicznych i ludzkich energii, „przechodzenia między światami” na wzór szamanów z czasów paleolitu, oraz używanie tych zdolności dla dobra innych.

Być może obraz czarownicy lecącej na miotle na tle księżyca w pełni był zniekształconym symbolem ogoniastej komety, uosobionej jako kobieta ?

czarodziejka i kot na miotle

13 tysięcy lat temu, pod koniec października, kometa niemal unicestwiła ludzkość, zaś szczątki tego ciała niebieskiego przyczyniły się później do powstania judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, a następnie do narzucenia chrześcijaństwa zachodniemu światu.

Jeszcze później te same kometarne szczątki sprowadziły Czarną Śmierć oraz prześladowania czarownic i czarowników.  Szukanie kozłów ofiarnych wykorzystano do pozbycia się wielu osób zagrażających ówczesnemu status quo – w tym wypadku kontroli mas – wśród których przeważały silne, niezależne kobiety.

I tak dzisiaj łączymy czarownice z Halloween i końcem października, a tym samym z upamiętnieniem zniszczenia prawie całego życia na Ziemi.

Adam_and_Eve_Tintoretto

Jest to po prostu kolejna odmiana historii o Ewie, która zjadła jabłko i doprowadziła do wygnania z Raju, stworzona przez psychopatów nienawidzących kobiet i wszystkiego,  co one reprezentują – Kreacji, Pielęgnacji i Służby Innym.

Istotnie, katastrofy tamtych czasów – jak zresztą każdych – przyniosły kryzys wiary. Dlatego każdy, kto mówił o tych klęskach bez emocji i rzeczowo, dokładnie jak to dzieje się w Przyrodzie, do tego w oparciu o rzetelne informacje, musiał zostać uciszony, ponieważ zagrażał fundamentom zachodniej cywilizacji – judeo-chrześcijaństwu, uniformitarianizmowi oraz faszystowskiej kontroli ludzkości.

Jednakże brak zagrożenia jest iluzją, a wczesnochrześcijańska fikcja wciąż odciska swoje piętno.

We wspomnianym już „Zagrożeniu ze strony bolidów i komet” Victor Clube dodaje:

Zmierzywszy się już wielokrotnie w przeszłości z widmem końca świata, państwowe elity często zmuszane były dławić wybuchy powszechnej paniki, odkrywając – niestety za późno – że zwykłe metody nie przynoszą rezultatu. Dziś więc od instytucji naukowych oczekuje się ukrywania wiedzy o zagrożeniach, samostanowiąca prasa ma bagatelizować wszelkie kataklizmy, a zinstytucjonalizowana religia powinna sprzeciwiać się idei predestynacji i umacniać wiarę w fundamentalną łaskawość Boga

Żyj najpiękniej jak umiesz

Powyższy  tekst stanowi  przeredagowane przeze mnie, z barku miejsca  fragmenty  – autorskiego tekstu Pani Laury Knight Jadczyk z 2011r, znajdujący się w całości na poniżej podanej stronie:

http://pracownia4.wordpress.com/2011/02/04/czarownice-komety-i-kataklizmy-planetarne-3/

15 thoughts on “50. Święto Dusz Przodków… Samhain…Halloween…

  1. „Ostatni dzień października jest podobno starożytnym celtyckim świętem, obchodzonym jako “Koniec Lata”, Samhain, Halloween czy też wigilia Wszystkich Świętych… „

    Koniec lata? Ciekawe. Teraz mamy jakby powrót lata 😉 Czyżby wówczas były tylko dwie pory roku: lato i zima?

    Lubię to

    • Margo0307, znalazłam wreszcie czas, by przeczytać cały artykuł. Bardzo ciekawy dla mnie pod wieloma względami i wielowątkowy. Dziękuję. 🙂

      „W jednym z dialektów tatarskich słowo utygan – szamanka – oznacza także niedźwiedzia…”

      O, a u Indian szaman-uzdrowiciel czy szamanka-uzdrowicielka też mieli wiele wspólnego z niedźwiedziami i niedźwiedzicami 🙂

      „Krótko mówiąc, wydaje się, że pogaństwo, a nawet druidyzm, był oryginalnym chrześcijaństwem, a oryginalnymi “Chrystusami” były kobiety. „

      A to ciekawe… Christ… od krist-al… kryształ? Że „kryształowe” byłe? Śpiewające kryształowe czaszki „z ruchomymi żuchwami” – jak mawiali ludzie Cherokee – to czarownice? 😉 hmm…

      Pozdrawiam serdecznie

      Lubię to

  2. Góra Ślęża i niedżwiedzie. Pani z jeziora i niedźwiedź ją doglądający (strzegący) a to tylko Boruta czy Boreasz po grecku. Niedźwiedź kocha miód a to zaprowadzi Cię dalej … 😉

    Chrześcijaństwo nie pochodzi od kryształów (prawdziwi Chrześcijanie świecą jak kryształy (MB przykładem) ale to nie to samo) ale od Budddyzmu bo z niego pokradziono słowa przypisane Jezusowi. Przynajmniej te które potem cenzozy nie pozmieniali na wersję gloryfikującą żydowski nazizm. HRIH – to była kiedyś podstawa wiary Rusinów nim ich na katolickich stosach przy dechrystianizowaniu świata wymordowano.

    Czemu w dawnej Polsce urzędnikom sądowym golono na łyso głowy? Bo buddyjski mnich nie kłamie a to pamiątka po tamtych prawych czasach. Dziś takie niuanse nie mają wielkiego znaczenia bo wszystko bez mała schamiało.

    Lubię to

    • Witaj Ktosiu 😀
      Bardzo się cieszę, że się odezwałeś 😛
      i… dziękuję za wskazówkę:
      „.. Niedźwiedź kocha miód a to zaprowadzi Cię dalej … 😉
      Zadajesz mi mnóstwo pracy ale… wiem, że to, co przychodzi nam z trudem – jest tym bardziej cenniejsze 😉

      Lubię to

    • Ktosiu, Tobie też dziękuję za inspiracje. Oto fragment Twojego komentarza:

      „Chrześcijaństwo nie pochodzi od kryształów (prawdziwi Chrześcijanie świecą jak kryształy (MB przykładem) ale to nie to samo) ale od Budddyzmu bo z niego pokradziono słowa przypisane Jezusowi.”

      A kto pisze lub twierdzi, że chrześcijaństwo pochodzi od kryształów? Nie rozumiesz, co napisałam? Słowo „chrześcijanin” nie pochodzi od „chrzestu”, lecz od „kryształu”. Staropolskie „Krystao” lub „kris-tao”, a w niektórych formach „cristao” używane dawniej, znaczyło kryształowe-tao. Sam symbol Tao (dao) miał zupełnie inną formę niż obecnie. Tak, prawdziwi chrześcijanie „świecą jak kryształy” dlatego, że czystość ich serc i umysłów oraz intencje działań są „kryształowo czyste”.

      Tego, o co chodzi z czaszkami kryształowymi też być może nie do końca rozumiesz, więc na wszelki przypadek tłumaczę raz jeszcze: czaszki zrobione z kryształów są sztuczne. „Śpiewającymi kryształowymi czaszkami” nazywano kiedyś kobiety (takie powiedzmy „chrześcijanki świecące jak kryształy.”). Wybacz, ale z całym szacunkiem do MB – patrząc z punktu świadomości „kryształowej”- jeszcze ciut, ciut mu brakuje czegoś, aby mógł osiągnąć świadomość i umiejętności tych „czarownic”, o których powyżej napisała Margo, cyt.:

      „Krótko mówiąc, wydaje się, że pogaństwo, a nawet druidyzm, był oryginalnym chrześcijaństwem, a oryginalnymi “Chrystusami” były kobiety. ”

      Dlatego, gdy niszczono te mądre, „kryształowe kobiety”, bo stały się niektórym niewygodne i zbyt mądre, próbowano zastąpić je kryształowymi czaszkami. Pamięć jednak o tych kobietach przetrwała na przykład w przekazach ludu Cherokee (tam znalazłam po prostu potwierdzenie tego, co „przypomniałam sobie”). Oni też zapamiętali, że kryształowe czaszki to były śpiewające kryształowe czaszki z ruchomymi żuchwami. A wiadomo, że ruchome żuchwy mają tylko istoty żywe, a nie skamieniałe czyli zrobione z kryształu ich podróbki. Poza tym skamieniałe czaszki, nawet kryształowe, nie śpiewają. Owszem, kryształy wydają różne dźwięki, ale nie śpiewają.

      Zresztą w wielu tradycjach zachowała się także informacja o tym, że niektóre „kobiety wiedzy” (co wcale nie znaczy, że były to „kryształowe kobiety”) przenosiły się do sztucznie wykreowanych kryształowych czaszek. (Ciekawostką jest przez kogo te czaszki zostały one wykonane). Inną zagadką dla wielu pozostaje pytanie: czy te kobiety, których dusze przenosiły się do czaszek zrobionych z kryształów były „kryształowe”? Ogólnie wiadomo tylko, że gdy umierały w trakcie specjalnej ceremonii, ich dusze wraz z ich wiedzą oraz doświadczeniem przenosiły się do kamiennej kryształowej czaszki.

      Ciekawe, że kiedyś pisałam już o tym, że chrześcijaństwo jest powiązane z buddyzmem i było w Polsce przed tym zanim pojawił się tutaj Apoloniusz z Tiany, który dokonywał zmiany starego systemu na nowy „patriarchalny”.. Ale nie wiedzieć czemu tamta notka moja znikła z blogu i z archiwum. ;-(

      Lubię to

      • Mama Tika: „..Ale nie wiedzieć czemu tamta notka moja znikła z blogu i z archiwum 😦 ”
        Może to nie był właściwy dla niej czas ?
        Ale… Pisz kochana JESTEM, pisz jak najwięcej i nie martw się niczym 🙂 Do każdego z nas w odpowiednim czasie dotrze właściwa wiedza i opromieni swoim naturalnym Światłem 😛
        Pozdrawiam Ciebie serdecznie 🙂

        Lubię to

  3. Halloween i kapelusz wiedzmy…
    „Wiedźma Agnesi” to krzywa matematyczna…
    czy wiedźma może być matematykiem?
    Tak. Maria Gaetana Agnesi urodziła się w Mediolanie w roku 1718. Jej ojciec, matematyk, wychowywał ją w domu. Młoda Maria popisywała się przed gośćmi wykładami na temat logiki, filozofii, mechaniki, chemii, botaniki, zoologii i mineralogii. Szybko opanowała języki: francuski, grecki, niemiecki, hiszpański i hebrajski. Mając lat siedemnaście komentowała traktat znakomitego matematyka de L’Hospital’a.
    To animacja na podstawie jej „badań”. Jej prace mają duży wpływ na myślenie wielowymiarowe współczesnych matematyków. Może… jak wrócę napiszę coś o tym? Może…
    A krzywe, nad którymi pracowała wyglądają m.innymi jak kapelusz wiedzmy

    Już spakowanam, za chwilę wyruszam w podróż.

    Lubię to

    • „..Już spakowanam, za chwilę wyruszam w podróż.”

      Rozumie, że wyruszasz w podróż, by spotkać się z przyjaciółmi, krewnymi, którzy odeszli już z tej płaszczyzny istnienia – ja właśnie wróciłam z takiej 3-dniowej podróży…, podczas której odwiedziłam moich bliskich…
      W tym roku, za sprawą zmian jakie we mnie zaszły, zupełnie inaczej odczułam spotkanie z nimi…, zupełnie też inaczej spędzę – te dwa magiczne dni w roku 😉
      Chociaż od wczoraj męczę się z grypą żołądkową i noc mam nieprzespaną, mam jednak nadzieję, że jakoś się zmobilizuję i zbiorę do kupy bym mogła odpowiednio świętować Święto Życia i Śmierci 😛
      Zmiany, zmiany… 😛
      Życzę Ci JESTEM aby dobre duchy Cię prowadziły i strzegły, byś bezpiecznie dojechała na miejsce i równie bezpiecznie powróciła 😀

      Co zaś tyczy się Marii Gaetana Agnesi, czytałam kiedyś o tej inteligentnej i wspaniałej istocie w Nieznanym Świecie, teraz jednak nie mogę nigdzie odnaleźć tego arta… Jeśli coś znajdę podrzucę Ci link 🙂 byś mogła skrobnąć nt. parę słów, bo temat jest rzeczywiście bardzo ciekawy…
      Pozdrawiam Ciebie ciepło i.. do usłychu 🙂

      Lubię to

      • Witaj Margo kochana.
        Wyjechałam wtedy do małej chatki w górach… bez prądu. I tam spędziłam czas sama… ze sobą. Towarzyszyła mi tylko piesa Karuna. 😉
        Intensywny czas. Spotkałam się… z różnymi „cząstkami siebie”. Jeszcze bardziej się we mnie pozmieniało… 😉

        Dopiero na ostatni weekend pojechałam z przyjaciółmi w Bieszczady…

        Dziękuję za życzenia. Podróż była na swój sposób wspaniała i pełna różnych przygód… wewnętrznych i do lasu, i na łąki, i po górach… trudnych momentów też kilka było, ale przyniosły kolejne cudowne-zaskakujące rozwiązania i „pogłębiły” moją harmonię wewnętrzną.

        Serdeczności z serca przesyłam.

        Lubię to

  4. Bardzo się cieszę Twoją radością 🙂
    I powiem, że pomysła miałaś superowego 🙂
    Też bym tak chciała na 2 tygodnie pojechać sama z piechem i kocicą ale… na razie jeszcze nie mogę.., może za jakiś czas…, a ponieważ chodzi mi to po głowie od jakiegoś czasu, myślę więc, że czas ten może się okazać krótszy niż dłuższy 😉
    Cieszę się, że już jesteś z powrotem 😀

    Lubię to

    • Ja też się cieszę Twoją radością… I razem się radujemy ;-D

      Jak Twoje zdrowie?

      Kiedy jechałam na miejsce, dziwne myśli mnie „napadły”, że „nie trafię”. A byłam tam już kilka razy. Obserwowałam te „natrętne myśli”, ale nie mogłam ich zrozumieć… Jak to nie trafię? Na miejsce nie trafię? A niby dlaczego? Ukrywał się jednak za tymi myślami jakiś niepokój. Nie rozumiałam, skąd on i dlaczego? Czułam, jakby był „nie mój”. Jakby coś „chciało”, bym „nie trafiła” wbrew decyzji, którą podjęłam… „Coś” chciało, bym pojechała gdzie indziej… ? Czy dlatego, że pierwszy raz „aż tak daleko” oddaliłam się świadomie od „tradycji tych świąt”? To nie pierwszy raz, ale pierwszy raz zrobiłam w tych dniach coś całkiem innego – postanowiłam pobyć sama ze sobą… z dala od ludzi, przyjaciół, rodziny, tylko z naturą i… piesą.

      I dopiero po kilku dniach, nagle zrozumiałam o co chodziło z tymi „dziwnymi” myślami w podróży, kiedy poczułam wyraźnie, że wreszcie dotarłam… w sobie… „tam”, dokąd w tej podróży zmierzałam. Poznałam swoje „następne kroki”, które mam do zrobienia… Następnego dnia dostałam piękny „dar” od wszechświata…

      Wszystko przychodzi do nas, Margo kochana, wtedy, kiedy ma przyjść… Do mnie na przykład przyszło ostatnio – tak po postu – Orle Pióro… bo byłam już na nie gotowa 😉 To właśnie był ten „dar” od wszechświata… I teraz przypomniałam sobie, że kiedyś, przez moment miałam takiego nicka: Orle Pióro 😀 Ha, ha…

      Lubię to

  5. „..Wszystko przychodzi do nas, Margo kochana, wtedy, kiedy ma przyjść…”
    Zgadza się 🙂 Przychodzi wtedy, kiedy ma przyjść… i kiedy jesteśmy na to gotowi…
    Gdyby przyszło „za wcześnie” – byśmy tego nie rozpoznali i nie zrozumieli… 😉
    Te „dziwne myśli”, o których wspominasz… czasem się zdarzają – wiem coś o tym 😉 tak, jakby coś celowo chciało wzbudzić w nas niepokój i zwątpienie, aby tylko zakłócić naszą pewność w obraną przez nas drogę…
    Kiedyś zdarzyło mi się, że przyszedł do mnie „dar” a ja go nie rozpoznałam i… zlekceważyłam 😦 Dziś to wiem… Może tak miało być a może nie… Kto to może wiedzieć…
    Moje zdrówko doskonałe 🙂 chociaż przeszłam którejś nocy gehennę z grypą jelitową ale już o niej zapomniałam 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s