51. „…Narodziny i śmierć są jak ruchy tancerza…”

Kosmos i              Miłość odkształca przyszłość…

Nasze istnienie jest przelotne jak jesienne chmury,

Narodziny i śmierć są jak ruchy tancerza.

Życie przypomina blask błyskawicy na niebie,

Pędzi niczym strumień po urwistym zboczu

(Budda)

Dzisiaj, 2 listopada, w Święto Dziadów, Święto Przodków – jak nazywają je nasi polscy rodzimowiercy lub Święto Duszyczek – jak nazywają je na Słowacji,  naszły  mnie myśli o… przemijaniu, o kruchości naszego życia…, o śmierci…, bowiem jedną z głównych przyczyn naszego cierpienia oraz  wielu trudności – jest lekceważenie prawdy o nietrwałości…

Rozpaczliwie pragniemy, by wszystko trwało takie, jakie jest,  a wszelkie zmiany utożsamiamy ze stratą.

Ślepo i uparcie sądzimy, że niezmienność oznacza dla nas bezpieczeństwo, a nietrwałość jest jego przeciwieństwem i… zupełnie zapominamy o… Panta rhei –  zasadzie zmienności i względności we Wszechświecie, o tym, że  nie ma rzeczy o stałych właściwościach.

Nie ma bytu,  jest tylko stawanie się...

przemijanie liscie

Wszystkie formy energetyczne tańczą w nieustannym tańcu zmian…

Nic w tym wszechświecie nie jest stałe.  Wszystko jest procesem przemian…
Wszystkie rzeczy, które wydają się względnie stałe, ulegną prędzej czy później zmianie.

Nawet najtwardsza materia zmienia się i ulega transformacji.  Jest to nieustanny proces energetyczny, który nieustannie się rozwija.

Pewien mężczyzna,  po „powrocie do życia” po doświadczeniu śmierci klinicznej, powiedział Kennetowi Ringowi:

Uświadomiłem sobie, że każdy człowiek przychodzi na Ziemię, by zrozumieć i nauczyć się pewnych rzeczy. 

Na przykład kochać i dawać miłość innym.  Odkryć, że najważniejsze są związki z innymi, miłość a nie przedmioty. 

Uprzytomnić sobie, że wszystko co robimy, nawet nie poświęcając temu odrobiny uwagi, jest rejestrowane i w końcu do nas wraca…

Tak naprawdę istnieją tylko dwa poważne cele naszego życia:

Uczyć się kochać innych i zdobywać wiedzę...”

przemijanie twarze

Niejednokrotnie życie zdaje się nas przeżywać, mieć swój własny, dziwaczny tok… Czujemy wówczas, że tracimy nad nim kontrolę, że nie mamy na nie wpływu..

Ale jeśli przyjrzymy się naszemu życiu, wówczas zauważymy, że  wypełniają je tysiące,  tak naprawdę niewiele znaczących działań, które – z przyzwyczajenia – nazywamy ‚obowiązkami’ lub ‚odpowiedzialnościami’… i zupełnie bezradnie obserwujemy, jak mijają dni za dniami, miesiące za miesiącami, lata za latami…,  podczas których obsesyjnie staramy się poprawiać warunki w jakich żyjemy…

Dla wielu z nas staje się to celem samym w sobie, bezmyślnym szaleństwem…

Pozwoliliśmy sobie, by ta „nowoczesna cywilizacja” całkowicie opanowała nasze umysły, nie pozostawiając miejsca na cokolwiek innego i zupełnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ta machina konsumpcji jest pieczołowicie zasilana przez naszą chciwość…

Jest tak wyrafinowana i świetnie zorganizowana, że nawet nie zauważamy zewsząd atakującej nas propagandy,  powodując osaczanie nas lepką aurą uzależnienia..

przemijanie klepsydra

Musimy pracować i zarabiać na życie – to fakt,  ale… nie powinniśmy grzęznąć  w egzystencji od świtu do nocy, nie dostrzegając jej głębszego, duchowego znaczenia…

Od czasu do czasu musimy więc sobą wstrząsnąć i zapytać:

Co by było gdybym dzisiaj umarła / umarł ?

Tak naprawdę –  nikt z nas nie ma pewności czy obudzimy się następnego ranka…, albo czy wychodząc z domu powrócimy do niego… ?

Dlaczego więc słowo – śmierć – budzi w nas tak ogromny  strach, że nawet sama myśl o niej powoduje naszą niechęć ?

Przemijanie

Odpowiedź wydaje się być  prosta – ponieważ za wszelką cenę pragniemy żyć w znanym nam świecie…, a śmierć  właśnie kładzie kres wszystkiemu co znamy… Czujemy, że kiedy nadejdzie, pogrążymy się w czymś totalnie obcym lub może… staniemy się kimś innym..  Wyobrażamy sobie, że znajdziemy się zagubieni i oszołomieni, w przerażająco nieznanym świecie… Wyobrażamy sobie, że wędrujemy samotni, dręczeni niepokojem, przez obce krainy, nie znając ani terenu ani języka, bez pieniędzy,  bez kontaktów, bez paszportu, bez przyjaciół…

Lub też –  jak powiedziała pewna osoba:

„boimy się śmierci ponieważ… sami do końca nie wiemy gdzie trafimy, niebo albo piekło. Każdy boi się tego jak tam będzie? Czy faktycznie będzie tak jak mówi się o tym na ziemi, czy jakoś inaczej ?
… boimy się, ponieważ nie wiemy, kiedy śmierć nadejdzie, czy przyjdzie w dzień, czy niepostrzeżenie w nocy…”

Jest jednak  wielce prawdopodobne, że  największą przyczyną naszego strachu przed śmiercią jest to, że tak na prawdę to sami nie wiemy kim jesteśmy…

lustereczko

Wierzymy w osobistą, jedyną w swoim rodzaju, odrębną tożsamość – jeśli jednak odważymy się ją przeanalizować, odkryjemy, że jest ona uzależniona od niezliczonych rzeczy… – od naszego imienia, nazwiska, naszego wyznania religijnego, naszej pracy,  naszych partnerów, rodziny, domu,  przyjaciół, kart kredytowych etc, etc…

I na tej kruchej, przemijającej podstawie opieramy własne poczucie bezpieczeństwa…

Czy będziemy mieć pojęcie o tym – kim jesteśmy, kiedy wszystko, co składa się na ów kruchy fundament,  zostanie nam odebrane ?

Poniższy zapis świadczy o tym, że… „przerobiliśmy” już przynajmniej raz utratę pamięci…

„… Czuliśmy niepokój, ogromny chaos.

Najbardziej przerażała perspektywa utraty pamięci. Cóż z tego, że dobrze zabezpieczyliśmy dane, skoro możliwość ich odczytania graniczyła z zerem ?

Niektórzy z tego kpili, optymiści…

Jedyną metodą na zabezpieczenie siebie było utrwalenie w kamieniu, najtrwalszym z możliwych materiałów ofiarowanym przez naturę, prostego kodu. Tak to działa kreska.. kropka.. kreska. Imię, płeć, wiek. Choć jedna osoba- żeby odzyskała pamięć. Traciliśmy ją masowo. Rysunki na skale, kamieniach…”

Nawet trudno sobie przypomnieć chwilę uderzenia. Ludzie chowali się w jaskiniach poranieni, poparzeni. Ze strachem wychodzili zdobywać jedzenie. Siedzieliśmy godzinami wpatrując się w te obrazki, kreski

rys

Bez tych znajomych podpórek staniemy oko w oko z samym sobą – z osobą, której nie znamy…, z niepokojącym obcym, z którym żyliśmy przez cały czas i którego nigdy tak naprawdę nie chcieliśmy spotkać…

Przez całe niemal życie staraliśmy się wypełnić każdą chwilę hałasem i aktywnością, choćby nudną i banalną… po to tylko, by uniknąć spotkania z samym sobą…

Czyż nie wskazuje to na coś tragicznego w naszym sposobie życia ?

Żyjemy pod przybraną tożsamością w świecie z neurotycznej bajki… Zahipnotyzowani dreszczem budowania, wznosimy domy naszych egzystencji na piasku a świat wydaje się nam cudownie przekonujący , dopóki… śmierć nie rozwieje tej iluzji i nie wypędzi nas z naszych kryjówek…

Co się wówczas z nami stanie, jeśli nie odnajdziemy ścieżki jakiejś głębszej rzeczywistości ?

Czuang Tzu powiedział:

Narodziny człowieka są narodzinami jego smutku.  Im dłużej żyje, tym robi się głupszy, gdyż pragnienie uniknięcia nieuchronnej śmierci dokucza mu coraz bardziej.

Jakież to gorzkie !   Żyje nieosiągalnym !

Pragnienie przetrwania w przyszłości czyni go niezdolnym do życia w teraźniejszości

Przemijanie1

Natomiast Sogjal Rinpocze w swojej książce pisze na temat naszej edukacji i jej  przykrych konsekwencji:

Strach przed śmiercią i nieświadomość życia po śmierci są paliwem owych zniszczeń, 
które zagrażają wszelkiemu życiu. 
Czyż nie powinno nas więc niepokoić to, że ludzi nie uczy się, czym jest śmierć? 
Że nie uczy się ich umierać? 
Że nie daje się im żadnej nadziei na życie po tym życiu, że nie mówi się im, co czeka ich po śmierci? 
Czyż to nie ironia, że młodych ludzi uczy się na tak wysokim poziomie wszystkiego, 
z wyjątkiem tego, jak zdobyć wiedzę na temat sensu życia, która to wiedza, 
być może, pomoże nam przetrwać ?

 

Fragmenty zaczerpnięte ze źródeł:

„Tybetańska Księga Życia i Umierania”, Sogjal Rinpocze

http://zenforest.wordpress.com/2008/03/30/panta-rei/

http://nnka.wordpress.com/2011/10/23/survival-upadek-o-swicie/

Advertisements

4 thoughts on “51. „…Narodziny i śmierć są jak ruchy tancerza…”

  1. Przypowieść o lustrzanej komnacie

    ” Uczeń zapytał mistrza:
    – Mistrzu, czy świat jest wrogi dla ludzi?
    Czy niesie zło czy dobro?
    – Opowiem ci historię o tym, jak świat odnosi się do człowieka,
    – powiedział mistrz. –
    Był sobie kiedyś wielki król, który kazał zbudować piękny pałac. Było tam wiele wspaniałości. Wśród różnych cudów i ciekawostek w pałacu było komnata,
    w której wszystkie ściany, podłoga, drzwi, a nawet sufit – były zrobione z luster.
    Osoby wchodzące do komnaty w pierwszej chwili nie zdawały sobie sprawy,
    że stoją przed lustrami – tak bardzo zacierała się granica między światem rzeczywistym a odzwierciedlonym.
    Ponadto ściany komnaty zostały tak zbudowane, że na każdy dźwięk odpowiadało echo.
    Gdy ktoś pytał:
    “kim jesteś?”- słyszał w odpowiedzi z różnych stron…
    “kim jesteś?… kim jesteś?…, kim jesteś?…”

    Pewnego razu do komnaty dostał się pies i zamarł w zdumieniu pośrodku, otoczony sforą psów ze wszystkich stron, a także z dołu i z góry.
    Pies na wszelki wypadek ostrzegawczo pokazał kły i wszystkie odbicia odpowiedziały mu tym samym.
    Pies zawarczał. Echo odwzajemniło głośne warczenie.
    Pies szczekał coraz głośniej. Echo też.
    Pies biegał tam i z powrotem, próbując ugryźć odzwierciedlające się w lustrach psy, jego odbicia też biegały i gryzły.
    Rano królewska służba znalazła wycieńczonego, nieprzytomnego psa, otoczonego przez setki nieprzytomnych psów.

    W komnacie nie było niczego, co mogłoby zagrozić psu…, prócz jego własnego odbicia 😉

    – Bo widzisz – powiedział na koniec mistrz –
    świat nie jest ani dobry, ani zły sam w sobie. Wobec człowieka świat jest obojętny. Wszystko, co dzieje się wokół nas – jest tylko odzwierciedleniem naszych myśli, uczuć, pragnień i działań… Świat to jedno wielkie lustro.” 😛

    Lubię to

  2. Witaj Kochana JESTEM – wiesz… stęskniłam się za Tobą 😀
    Tak, piękna przypowieść, dla mnie także i wiem … 😉
    A propo’s lustra…. Dopiero dzisiaj – jakimś cudem – i sama nie wiem jakim 😀 – wpadła mi w oko taka perełka 😉
    Cyt. „..W tym momencie zrozumiałem, że moje oczy działały jak para luster.
    Światło odbija wirtualną rzeczywistość stworzoną w moim mózgu, dokładnie tak,
    jak to się dzieje z lustrem.
    Stało się jasne, że wszystko, co widzę jest wirtualną rzeczywistością stworzoną dzięki odbiciom światła.
    Jedyna różnica pomiędzy moimi oczyma a lustrem jest taka, że za oczami znajduje się mózg, który ma zdolność analizowania, interpretowania i opisywania widzianej akurat wirtualnej rzeczywistości.

    Współtworzę razem z Bogiem i życiem. Bóg tworzy to, co prawdziwe, a ja tworzę wirtualna rzeczywistość wewnątrz mojego umysłu. (…)
    Historia [którą tworzę] dotyczy klasyfikowania, usprawiedliwiania i wyjaśniania tego, co jestem w stanie zaobserwować.
    Jeżeli widzę drzewo, to nie tylko je widzę, ale również klasyfikuję, opisuję i mam zdanie na jego temat. Może mi się wydawać, że jest ono piękne lub nie, ale mój punkt widzenia, moje zdanie na jego temat jest tylko stworzona przeze mnie historią. Gdy już zinterpretuję, sklasyfikuję lub ocenię to, co widze, obraz ten nie jest rzeczywistościa realną, lecz wirtualną. Ten własnie proces Toltekowie nazywają śnieniem…”

    Bardzo Ci dziękuję JESTEM 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s